piątek, 22 sierpnia 2014

Przypomniane rodzicielstwo


Piątek, weekendu początek to zdanie uwielbiane przez większość uczniów, studentów, osób pracujących. Kojarzy się z wolnym czasem. Poświęconym sobie, bądź nadrabianiu zaległości w spotkaniach towarzyskich, które w ciągu pracowitego tygodnia zostają zepchnięte na boczny tor. Weekend może być spokojny, zabiegany, również pracowity. Każdy spędza czas inaczej. Tak, jak lubi najbardziej. Tak, jak tego chce. Tak, jak może. Jedno słowo - weekend - jest nacechowane bardzo pozytywnie. Większość uśmiecha się na samą myśl o tych kilku dniach. Grupy w stylu "Byle do piątku", "I love piątek" cieszą się sporą popularnością. Świadczy to o tym, jak bardzo ludzie uwielbiają ten dzień symbolizujący koniec pracowitych dni. Początkujący czas oderwania od codziennych spraw. Swobodę. Moment, w którym można zrobić coś innego. Wyjechać za miasto. Odwiedzić znajomych, rodzinę. Mieć swoje plany. Jednak co jeśli zostają one zmienione przez dziecko...


Nie takie małe dziecko. Jeszcze nie dorosłe, ale mające swój rozum. Chcące mieć rodziców tylko dla siebie. By porozmawiać, zostać wysłuchanym. Pokazać rodzicom ich błędy. Zrobić wszystko, by mieli czas pobyć razem. Nawet jeśli wiąże się to z ich "porwaniem". Właśnie to zrobiła Emily z film pt. "Rodzinny weekend". Próbowała łagodnie nawiązać kontakt ze swoją rodziną. Bardzo specyficzną rodziną, w której mogła sobie pozwolić na wszystko. Mogła robić co tylko chciała. Miała na to pozwolenie. Miała pieniądze. Nie ograniczało jej nic. Totalny luz. Niejeden nastolatek właśnie tego by chciał. Jednak nie Emily. Pragnęła ona normalnej rodziny, która siada razem do kolacji rozmawiając wspólnie o codziennych sprawach, przeżyciach, historiach. Zamiast tego miała przy jednym stole 6 osób, z których każdy mówił o czym innym. Każdy miał swoje prywatne życie. Był zupełnie inny od reszty. Matka bizneswoman, ojciec wyluzowany malarz, rodzeństwo poszukujące swej drogi... Wrażenie, że tych kilka osób łączą jedynie więzi krwi i wspólny dach nad głową. Dom, w którym mijają się, bądź nawet nie widują przez dłuższy czas. Jak obcy ludzie. Przypadkowi.

Nie w takim domu powinny wychowywać się dzieci. Nie taką rodzinę powinni mieć. Emily doskonale to wiedziała. Właśnie to chciała uświadomić swoim rodzicom. Pokazać różnicę między złymi a dobrymi nawykami. Powiedzieć, jakich tematów nie powinni poruszać przy dzieciach. Czego nie powinni robić. Na co pozwalać. Brzmi radykalnie, ale to właśnie 16-nastolatka musiała nauczyć rodziców tego, o czym oni powinni jej mówić. Role się odwróciły. Dorośli ludzie siedzieli przywiązani do krzeseł, gdy dziecko miało nad nimi władzę. Oni mogli jedynie mówić, choć nie zawsze. Nie mogli zrobić nic więcej. Mimo swej woli, wysłuchali słów dziewczynki. Co innego mogli zrobić? Po pewnym czasie zrozumieli, że sprzeczanie się nie przynosi żądanych efektów. Dowiedzieli się, że ich spokojne dziecko jest niezmiernie uparte. Poznali je bardziej niż w przeciągu tych kilkunastu lat. Byli zaskoczeni. Zapewne zdezorientowani. Zobaczyli, ile ich ominęło.. Jak ważne etapy życia ich dzieci minęły niepostrzeżenie. Dowiedzieli się, co robią źle. Na co nie zwracają uwagi, choć powinni. Zauważyli, że z pozoru zwykłe zajęcia to tak naprawdę największe pasje ich dzieci. Pasje, których nie wspierali, w których nie zauważali nic nadzwyczajnego, których tak naprawdę nie rozumieli... Byli zbyt zajęci sobą. Zapomnieli o czymś, co czyniło z nich superbohaterów - rodzicielstwie. Relacji, w której najdrobniejszy czyn ojca lub matki, dziecko postrzega jako coś niezwykłego. Odbiera świat, w którym mama to bohater, tata też. Życie pełne dobrych emocji. Doświadczeń pokazanych przez ukochanych rodziców. Niesamowitych historii. Bajek, które są realne. Gdzie wszystko jest takie prawdziwe. Nie ma sztuczności. Brak kłamstw. Niedotrzymanych obietnic.

Obietnic, na których tak zależało Emily. Pragnęła, by rodzice choć raz zrobili to, co obiecali - przyszli na jej występ, na zawody. Potrzebowała uczucia, że ktoś przy niej jest. Ktoś na kogo mogła liczyć. Kto rozumie jej pasję. Wspiera. Nie krytykuje, nie zniechęca. Po prostu rozumie, że to jej całe życie. Coś, co czyni ją niezwykłą. Pozwala odizolować się od otaczającego świata. Pozwala zapomnieć o problemach. Dać siłę. Sprawić, że jej życie nie jest zwykłą egzystencją. Ma sens. Cel, do którego trzeba dążyć. Cel, którego większość z nas szuka, który tak ciężko znaleźć. W końcu - trudno go realizować. Bez poddawania się. Bez zniechęcania. Ze świadomością, że może być tylko lepiej. Wszystko zależy od nas. Naszych sił i determinacji. Tego, czy chcemy jedynie spokojnie żyć, czy mieć z tego okresu coś więcej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz