![]() |
Nie takie małe dziecko. Jeszcze nie dorosłe, ale mające swój
rozum. Chcące mieć rodziców tylko dla siebie. By porozmawiać, zostać
wysłuchanym. Pokazać rodzicom ich błędy. Zrobić wszystko, by mieli czas pobyć
razem. Nawet jeśli wiąże się to z ich "porwaniem". Właśnie to zrobiła
Emily z film pt. "Rodzinny weekend". Próbowała łagodnie nawiązać kontakt
ze swoją rodziną. Bardzo specyficzną rodziną, w której mogła sobie pozwolić na
wszystko. Mogła robić co tylko chciała. Miała na to pozwolenie. Miała
pieniądze. Nie ograniczało jej nic. Totalny luz. Niejeden nastolatek właśnie
tego by chciał. Jednak nie Emily. Pragnęła ona normalnej rodziny, która siada
razem do kolacji rozmawiając wspólnie o codziennych sprawach, przeżyciach,
historiach. Zamiast tego miała przy jednym stole 6 osób, z których każdy mówił
o czym innym. Każdy miał swoje prywatne życie. Był zupełnie inny od reszty.
Matka bizneswoman, ojciec wyluzowany malarz, rodzeństwo poszukujące swej
drogi... Wrażenie, że tych kilka osób łączą jedynie więzi krwi i wspólny dach
nad głową. Dom, w którym mijają się, bądź nawet nie widują przez dłuższy czas.
Jak obcy ludzie. Przypadkowi.
Nie w takim domu powinny wychowywać się dzieci. Nie taką
rodzinę powinni mieć. Emily doskonale to wiedziała. Właśnie to chciała
uświadomić swoim rodzicom. Pokazać różnicę między złymi a dobrymi nawykami.
Powiedzieć, jakich tematów nie powinni poruszać przy dzieciach. Czego nie
powinni robić. Na co pozwalać. Brzmi radykalnie, ale to właśnie 16-nastolatka
musiała nauczyć rodziców tego, o czym oni powinni jej mówić. Role się
odwróciły. Dorośli ludzie siedzieli przywiązani do krzeseł, gdy dziecko miało
nad nimi władzę. Oni mogli jedynie mówić, choć nie zawsze. Nie mogli zrobić nic
więcej. Mimo swej woli, wysłuchali słów dziewczynki. Co innego mogli zrobić? Po
pewnym czasie zrozumieli, że sprzeczanie się nie przynosi żądanych efektów.
Dowiedzieli się, że ich spokojne dziecko jest niezmiernie uparte. Poznali je
bardziej niż w przeciągu tych kilkunastu lat. Byli zaskoczeni. Zapewne
zdezorientowani. Zobaczyli, ile ich ominęło.. Jak ważne etapy życia ich dzieci
minęły niepostrzeżenie. Dowiedzieli się, co robią źle. Na co nie zwracają
uwagi, choć powinni. Zauważyli, że z pozoru zwykłe zajęcia to tak naprawdę
największe pasje ich dzieci. Pasje, których nie wspierali, w których nie
zauważali nic nadzwyczajnego, których tak naprawdę nie rozumieli... Byli zbyt
zajęci sobą. Zapomnieli o czymś, co czyniło z nich superbohaterów -
rodzicielstwie. Relacji, w której najdrobniejszy czyn ojca lub matki, dziecko
postrzega jako coś niezwykłego. Odbiera świat, w którym mama to bohater, tata
też. Życie pełne dobrych emocji. Doświadczeń pokazanych przez ukochanych
rodziców. Niesamowitych historii. Bajek, które są realne. Gdzie wszystko jest
takie prawdziwe. Nie ma sztuczności. Brak kłamstw. Niedotrzymanych obietnic.
Obietnic, na których tak zależało Emily. Pragnęła, by
rodzice choć raz zrobili to, co obiecali - przyszli na jej występ, na zawody.
Potrzebowała uczucia, że ktoś przy niej jest. Ktoś na kogo mogła liczyć. Kto
rozumie jej pasję. Wspiera. Nie krytykuje, nie zniechęca. Po prostu rozumie, że
to jej całe życie. Coś, co czyni ją niezwykłą. Pozwala odizolować się od
otaczającego świata. Pozwala zapomnieć o problemach. Dać siłę. Sprawić, że jej
życie nie jest zwykłą egzystencją. Ma sens. Cel, do którego trzeba dążyć. Cel,
którego większość z nas szuka, który tak ciężko znaleźć. W końcu - trudno go
realizować. Bez poddawania się. Bez zniechęcania. Ze świadomością, że może być
tylko lepiej. Wszystko zależy od nas. Naszych sił i determinacji. Tego, czy
chcemy jedynie spokojnie żyć, czy mieć z tego okresu coś więcej.
.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz