Wakacyjny wyjazd z przyjaciółmi w nieznane - to już za mną. Wróciłam z Wrocławia, miasta, które zachwyciło mnie swym niesamowitym klimatem. Kolorowymi kamieniczkami w samym centrum, licznymi mostami, urokliwymi miejscami nad Odrą. Atmosferą, której nie poczujesz w nazbyt zatłoczonej Warszawie. W stolicy naszego kraju również spędziłam kilka wakacyjnych dni. Mój wyjazd był moim wyborem. Wyborem, którego niektórzy nie mają.
Melanie z filmu "Raj:
nadzieja" nie mogła zdecydować o tym, jak spędzi wakacje. Jej matka
wybrała co będzie dla niej najlepsze.
Padło na obóz dla otyłych. Wyjazd, który miał pomóc Melanie schudnąć. Nabrać zdrowych nawyków. Zmienić się. Tylko co z tego, skoro dziewczynka nie chciała zmian. Wolała spędzić całe wakacje przed telewizorem zjadając ulubione słodyczy. Nie przeszkadzały jej dodatkowe kilogramy. Czuła się dobrze w swoim ciele. Akceptowała siebie. Pobyt na obozie traktowała jako kaprys jej matki, której nie chciała się sprzeciwić. Pojechała, by mieć tak zwany "święty spokój". Pokazać, że "próbuje". Próbowała, lecz nie tych rzeczy, których powinna. Alkohol, imprezy, chłopcy... W wieku zaledwie 13-nastu lat już poszukiwała swojej kobiecości. Chciała ją odnaleźć, doświadczyć. Szukała jej u obozowego lekarza. Starszego mężczyzny, który świadomie, bądź nie, dawał Melanie nadzieje na coś więcej. Zaopiekował się nią po jej nocnej przygodzie. Był miły. Za bardzo. Tak, że nastolatka odebrała to zupełnie inaczej. Na swój sposób. Podpasowała pod siebie. Dopowiedziała kilka zdań. Wymyśliła historię. Zachowała się normalnie jak na swój wiek. Chciała po prostu zwrócić na siebie uwagę. Tak bardzo pragnęła miłości. Bezpieczeństwa. Odczuć, których niekoniecznie doświadczyła ze strony swej matki. Uczuć potrzebnych każdemu z nas. Bez których ciężko o szczęśliwe życie. Wewnętrzny spokój. Radość. Harmonię...
Padło na obóz dla otyłych. Wyjazd, który miał pomóc Melanie schudnąć. Nabrać zdrowych nawyków. Zmienić się. Tylko co z tego, skoro dziewczynka nie chciała zmian. Wolała spędzić całe wakacje przed telewizorem zjadając ulubione słodyczy. Nie przeszkadzały jej dodatkowe kilogramy. Czuła się dobrze w swoim ciele. Akceptowała siebie. Pobyt na obozie traktowała jako kaprys jej matki, której nie chciała się sprzeciwić. Pojechała, by mieć tak zwany "święty spokój". Pokazać, że "próbuje". Próbowała, lecz nie tych rzeczy, których powinna. Alkohol, imprezy, chłopcy... W wieku zaledwie 13-nastu lat już poszukiwała swojej kobiecości. Chciała ją odnaleźć, doświadczyć. Szukała jej u obozowego lekarza. Starszego mężczyzny, który świadomie, bądź nie, dawał Melanie nadzieje na coś więcej. Zaopiekował się nią po jej nocnej przygodzie. Był miły. Za bardzo. Tak, że nastolatka odebrała to zupełnie inaczej. Na swój sposób. Podpasowała pod siebie. Dopowiedziała kilka zdań. Wymyśliła historię. Zachowała się normalnie jak na swój wiek. Chciała po prostu zwrócić na siebie uwagę. Tak bardzo pragnęła miłości. Bezpieczeństwa. Odczuć, których niekoniecznie doświadczyła ze strony swej matki. Uczuć potrzebnych każdemu z nas. Bez których ciężko o szczęśliwe życie. Wewnętrzny spokój. Radość. Harmonię...
Kto "pokaże" to lepiej niż własna mama?
.png)
Seidler dobrze ukazał w tym filmie, jak dojrzali mężczyźnie beztrosko igrają z uczuciami młodych, naiwnych, zagubionych, nieszczęśliwych dziewczyn. Bawią się nimi, gdy tymczasem one obdarzają ich prawdziwymi uczuciami, wiążą nadzieję, na przeżycie czegoś wiekszego, ranią je na całe życie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i ... resztę piszę w odpowiedzi pod filmem "Pragnienie miłości", ktory chyba dziś albo jutro "poleci' na HBO. Polecam. :)
Chyba obejrzenie tego filmu w telewizji nie jest mi pisane.. Jednak zobaczę na pewno! Twój post bardzo mnie zachęcił. :)
UsuńBoże wybacz, oczywiście "Seidl", Urlich Seidl, a nie Seidler. Sorry. :(
OdpowiedzUsuńKażdemu zdarzają się błędy bądź literówki. :)
Usuń