Kontrola. Nikt nie chce być kontrolowany, ale każdy chce
kontrolować. Jeden mniej, drugi bardziej. Kontroluje, bo kocha i przejmuje się
losem bliskiej sobie osoby. Niby nic w tym złego.. Jednak niekiedy ktoś zbyt mocno
chce dominować nad życiem drugiego człowieka, robiąc wiele, by panować nad jego
rozwojem. Tak niestety robiła mama Birdy z filmu "Men, Women &
Children".
Kobieta nie potrafiła całkowicie zaufać córce. Zawsze miała
cień wątpliwości, co do prawdziwości słów wymawianych przez dziecko. Musiała
wiedzieć wszystko. Zawsze. Korzystając z nawigacji zainstalowanej w telefonie
córki, sprawdzała gdzie aktualnie się ona znajduje. Śledziła jej każde
słowo umieszczone w sieci. Sprawdzała jej konta na portalach społecznościowych,
treści e-maili, pliki na telefonie. Znała hasła. Nic nie umknęło jej uwadze.
Kasowała nieprzychylne jej treści. Nie pozwalała na żaden kontakt z chłopakiem,
nawet jeśli było to zwykłe koleżeńskie: "co słychać?". Bała się, że
córka dorośnie zbyt prędko. Obawiała się, że ktoś może ją skrzywdzić. Chciała
oszczędzić jej bólu po złamanym sercu. Pragnęła ją chronić przed tym, co może
znaleźć w sieci. Dążyła do ocalenia jej
przed złem panującym we współczesnym świecie. Robiła to dla jej dobra, jakby to
ona wiedziała lepiej, co nim jest.
Łudziła się. Myślała, że pomaga, lecz tak naprawdę wyrządzała
córce ogromną szkodę. Nie pozwalała jej być nastolatką we współczesnym świecie.
Ciągle wychowywała ją według rozwoju cywilizacji sprzed kilku lat. Pozbawiała
jej swobody w kontakcie z rówieśnikami przez Internet. Zabierała jej własne
zdanie. Narzucała co jest dobre, a co złe. Chciała żyć jej życiem. Poprzez
swoją obsesyjną chęć chronienia dziecka, podświadomie uczyła ją czegoś złego —
kłamstwa. Dziewczyna musiała zmyślać gdzie wychodzi, oszukiwać co tak naprawdę
robi. Nie mogła zaufać matce, bo wiedziała, że ta zabroni jej spotkania się z
kolegą. Będzie kontrolować jeszcze bardziej. Pozbawi ją szczęścia. Nie
zaakceptuje nawet myśli o rodzącym się uczuciu między dwojgiem młodych ludzi.
Będzie widzieć tylko złe aspekty bycia z kimś, zapominając o tym, ile dobrego
niesie taka relacja.
Oglądając film współczułam tej młodej dziewczynie. Rozumiałam
jej chęć uwolnienia się ze szponów wiecznej kontroli. Pragnienie bycia sobą, a
nie człowiekiem ukształtowanym przez rodzica. Nie dziwiło mnie jej
zdenerwowanie przy kolejnych i coraz częstszych kontrolach ze strony matki. Popierałam
jej przekręty wynikające z chęci uzyskania choć odrobiny autonomii i wolności.
Pewnie robiłabym podobnie będąc w jej sytuacji.
Może nawet bardziej kombinowała.. choć stop! Cieszę się, że nie muszę
podawać nikomu swoich haseł. Mogę robić w sieci co chcę, rozmawiać z kim mam
ochotę. Wiedzieć, że rodzic nie skontroluje moich czynów. Mam swobodę połączoną
z pamięcią o zdrowym rozsądku i zasadzie ograniczonego zaufania. Mam szczęście.
Posiadam rodziców, którzy bezgranicznie ufają moim słowom i wierzą, że nie
zrobię nic głupiego. Kochają mnie. Tak po prostu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz