Książka zachwyca. Film odrzuca.
Tak w skrócie mogę porównać sposób
przedstawienia historii słynnego portretu Doriana Graya. Zrozumieją mnie tylko
Ci, którzy przeczytali książkę. Reszta powie, że się nie znam, a film pt.
"Dorian Gray" jest dobry. Faktycznie nie jest zły, ale czy prawdziwy?
O powieści Oscara Wilde'a
słyszałam już dawno. Jednak dopiero teraz, w wieku 21 lat, powiedziałam sobie,
że muszę to przeczytać! Taką nagłą decyzję wywołały słowa jednego z
wykładowców, który opowiadał o tej książce w trakcie swoich zajęć. To był ten
wykład na który warto było przyjść. Nie kryje, że szybsze zrealizowanie
postanowionego przed sobą zadania, wywołał zbliżający się egzamin, na którym
rozmawiałam ze wspomnianym wykładowcą o tejże książce. Kilka stron, parę
rozdziałów i historia wciągnęła mnie na amen! Jak nigdy, siedziałam w skupieniu
i ciszy i czytałam. Poznawałam losy głównego bohatera. Analizowałam w głowie
jego zachowania. Zastanawiałam się, co zrobi dalej. Hejtowałam jednego z
bohaterów. Wpadałam w zachwyt i zaskoczenie. Śledziłam nieustanną walkę dobra
ze złem, aż w końcu zrozumiałam upadek... a w filmie?
Oglądając film "Dorian
Gray" po prostu widziałam ciąg zdarzeń, wiedząc, jak bardzo jest on
zakłamany. Irytujące odczucie, które ciężko było zniwelować. Specjalnie
najpierw przeczytałam książkę, bo wiedziałam, że przecież historia nie musi być
przedstawiona w taki sam sposób. Mało który reżyser podejmuje się stworzenia
dokładnej adaptacji danego dzieła. To logiczne: limit czasu. Jednak nigdy nie
rozczarowałam się na filmie tak, jak w tym przypadku.
W filmie zostały pominięte
niektóre istotne fragmenty, które wyjaśniały zachowania bohaterów. Rozmowy,
które tłumaczyły dlaczego stało się tak, a nie inaczej. Kluczowym przykładem
jest sposób przedstawienia miłości Doriana do Sybil Vane. Ich spotkania nad
rzeką? Nie znajdziesz w książce takiego epizodu. Rozmowa w teatrze? Film skraca
ją za bardzo, usuwając jej najistotniejsze fragmenty. Samobójstwo dziewczyny:
że niby skoczyła do rzeki? Ciekawe jak to zrobiła będąc cały czas w budynku...
Takim przykładów jest o wiele więcej. Sprzecznych. Fragmentów, które zachęcają
do wyłączenia filmu. Przerwania.
Zazwyczaj nie przykuwam uwagi do
osób, które grają w filmie. Wolę skupić się na historii, niż na aktorach. Jednak
tu zrobiłam wyjątek... i zauważyłam plus tej produkcji. Obsada. Występujący
aktorzy odnaleźli się w granych przez siebie postaciach. Wpasowali się w podane
charaktery, drzemiące w nich emocje. Ich gra aktorska jest naprawdę godna
podziwu. Chociaż to.
.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz