piątek, 6 lutego 2015

Dorian Gray - prawdziwy czy wyreżyserowany?


Książka zachwyca. Film odrzuca. Tak w skrócie mogę porównać  sposób przedstawienia historii słynnego portretu Doriana Graya. Zrozumieją mnie tylko Ci, którzy przeczytali książkę. Reszta powie, że się nie znam, a film pt. "Dorian Gray" jest dobry. Faktycznie nie jest zły, ale czy prawdziwy?


O powieści Oscara Wilde'a słyszałam już dawno. Jednak dopiero teraz, w wieku 21 lat, powiedziałam sobie, że muszę to przeczytać! Taką nagłą decyzję wywołały słowa jednego z wykładowców, który opowiadał o tej książce w trakcie swoich zajęć. To był ten wykład na który warto było przyjść. Nie kryje, że szybsze zrealizowanie postanowionego przed sobą zadania, wywołał zbliżający się egzamin, na którym rozmawiałam ze wspomnianym wykładowcą o tejże książce. Kilka stron, parę rozdziałów i historia wciągnęła mnie na amen! Jak nigdy, siedziałam w skupieniu i ciszy i czytałam. Poznawałam losy głównego bohatera. Analizowałam w głowie jego zachowania. Zastanawiałam się, co zrobi dalej. Hejtowałam jednego z bohaterów. Wpadałam w zachwyt i zaskoczenie. Śledziłam nieustanną walkę dobra ze złem, aż w końcu zrozumiałam upadek... a w filmie?

Oglądając film "Dorian Gray" po prostu widziałam ciąg zdarzeń, wiedząc, jak bardzo jest on zakłamany. Irytujące odczucie, które ciężko było zniwelować. Specjalnie najpierw przeczytałam książkę, bo wiedziałam, że przecież historia nie musi być przedstawiona w taki sam sposób. Mało który reżyser podejmuje się stworzenia dokładnej adaptacji danego dzieła. To logiczne: limit czasu. Jednak nigdy nie rozczarowałam się na filmie tak, jak w tym przypadku.

W filmie zostały pominięte niektóre istotne fragmenty, które wyjaśniały zachowania bohaterów. Rozmowy, które tłumaczyły dlaczego stało się tak, a nie inaczej. Kluczowym przykładem jest sposób przedstawienia miłości Doriana do Sybil Vane. Ich spotkania nad rzeką? Nie znajdziesz w książce takiego epizodu. Rozmowa w teatrze? Film skraca ją za bardzo, usuwając jej najistotniejsze fragmenty. Samobójstwo dziewczyny: że niby skoczyła do rzeki? Ciekawe jak to zrobiła będąc cały czas w budynku... Takim przykładów jest o wiele więcej. Sprzecznych. Fragmentów, które zachęcają do wyłączenia filmu. Przerwania.

Zazwyczaj nie przykuwam uwagi do osób, które grają w filmie. Wolę skupić się na historii, niż na aktorach. Jednak tu zrobiłam wyjątek... i zauważyłam plus tej produkcji. Obsada. Występujący aktorzy odnaleźli się w granych przez siebie postaciach. Wpasowali się w podane charaktery, drzemiące w nich emocje. Ich gra aktorska jest naprawdę godna podziwu. Chociaż to.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz