Chcesz po prostu obejrzeć film, czy "poczuć" go w trochę inny sposób? Na co pozwalają filmy 3D. Co nowego
wprowadza kino 5D. Sądzisz, że im dłużej, tym lepiej?
Oglądanie filmu zazwyczaj
kojarzone jest z siedzeniem na fotelu przez ponad godzinę. Bez większych
ruchów. Jedynie dłoni sięgającej do pojemnika z popcornem, głowy oddalającej
się lub zbliżającej do ekranu. Oglądanie kończące się nieprzyjemnym uczuciem
ścierpłych kończyn, ręki, nogi, może nawet pojedynczych palców. Zdrętwienie
trwające jedynie chwile, lecz dające poczucie dyskomfortu. Jak wstać z fotela,
gdy nie czujesz swych nóg? Zapewne znasz to. Doświadczyłeś takiej sytuacji.
Tylko czy film można oglądać jedynie w przedstawiony przeze mnie sposób? Każdy
robi to inaczej, lecz nie chodzi mi o najlepsze metody oglądania. Istotny jest
sam rodzaj kina.
Podczas oglądania zwykłego filmu
największą aktywność wykonują gałki oczne bacznie obserwujące wyświetlany
obraz. Może dodać do tego ruchy rąk odpychające lecące owady? Nogi podnoszone
do góry przed dotknięciem pełznącego węża. Ciało odchylane, by uciec od pająka.
To dają filmy 3D. Pozwalają doświadczyć więcej niż tylko oglądanie. Wzbudzają
odczucie, że to co widzimy jest tak blisko nas. Na wyciągnięcie naszej ręki.
Dosłownie. Próbujemy to złapać. Nie da rady. Jednak wspomnienia tak obejrzanego
filmu zostają na bardzo długo. Zapewne takie widowisko zapamiętamy bardziej niż
n-ty oglądany film. Wystarczy jedynie włożyć specjalne okulary. Okulary
pozwalające na inny odbiór danej produkcji. Bardziej niezwykły. Dla niektórych
po prostu lepszy. Ciekawszy. Nowszy. Czemu nie kombinować by dalej? Ulepszać.
Od początku powstania filmu
wszystko dąży ku lepszemu. Filmy czarno-białe, nieme. Z dźwiękiem. Kolorowe. W
końcu produkcje zawierające efekty specjalne. Efekty, które uzyskać umożliwiają
wciąż rozwijające się technologie. Efekty, których widzowie chcą coraz więcej.
Ludzie pragną nowości. Powstanie filmów 3D nie usatysfakcjonowało ich na
dłuższy czas. Przecież "zawsze może być lepiej". Fotel powinien
ruszać się. Lecąca woda naprawdę dotykać naszej twarzy. Biegające po ziemi
myszy mogą przecież dotykać także nasz. Wiatr być odczuwalny. Brzmi trochę
nierealnie, a jednak. Dokładne wczucie się w sytuację przedstawioną na filmie,
umożliwia kino 5D. Kino, w którym rzeczywiście czujemy, że jest gorąco, bądź
zimno. Doświadczamy immersji. To już nie jest zwykłe oglądanie filmu. To pewne
przeżycie, które pozostaje w nas długo. O którym pamiętamy. Ciężko zapomnieć
doznawanych podczas oglądania odczuć. Ja nie mogę.
Wczoraj byłam w kinie 5D. Skusiła
mnie do tego chęć zobaczenia czegoś innego. Zachwyty znajomych, że to takie
fajne. Efektywne. Wiedziałam, że muszę sama to sprawdzić. Dowiedzieć się, czy
będę podzielać ich opinie. Wykorzystałam wolną sobotę idąc z przyjaciółką do
kina 5D będącego w jednej z galerii w mym rodzinnym mieście. Na początku
zaskoczyła mnie cena takiego widowiska: 15zł za obejrzenie filmu trwającego
około 5-ciu minut. Lekkie ździerstwo. Przecież bilet na nawet 2 godzinny film w
zwykłym kinie kosztuje tyle samo, bądź taniej. Średnio podobał się czas trwania
filmu oglądanego z użyciem zaawansowanych technologii 5D. Za krótko - tak
właśnie myślałam. Tak myśli każdy, kto nie widział tego typu obrazu. Jednak te
3, bądź nawet 6minut w zupełności wystarcza. Czemu?
W kinie 5D cały czas coś się
dzieje! Zazwyczaj są to ucieczki, wyścigi, biegi wykorzystujące ruch fotelu.
Opady deszczu urzeczywistniane przez użycie zamocowanych w kinie spryskiwaczy.
Odczucie biegających blisko ziemi zwierząt symulowane przez wysuwające się spod
fotela fragmenty, które dotykają naszych łydek. Który efekt będzie przeważał?
Wszystko zależy od oglądanego filmu. My wybrałyśmy tytuł "Labirynt
iluzji". Nie ukrywam, że kusił nas czas tego filmu. Był najdłuższy spośród
wszystkich pozycji w repertuarze. Ty było prawie 6 minut kurczowego trzymania
się fotelu, który był w ruchu non stop. Nagłe spadki w dół. Ostre zakręty
ocalające przed mocnym uderzeniem w zamknięte drzwi. Emocje, które ciężko
opisać. Adrenalina. Po skończeniu seansu pozostawał jeden wyraz:
"ŁAŁ!". Brzmiał on w głowie oraz na ustach. Szok. Pozytywne
zaskoczenie. Ciężko powiedzieć o czym tak naprawdę był ten film. Czego
dotyczył. Nie poruszał żadnego problemu. Nie miał rozwiniętej fabuły, bo jak to
możliwe w tak krótkim czasie. Moim zdaniem, był o wszystkim i o niczym. Filmy w
kinach 5D zazwyczaj nie przedstawiają konkretnych historii. Takie seanse
nastawione są na efekty, by było ich jak najwięcej. Pokazują świat, w który
człowiek może się naprawdę w czuć, lecz nawet on sam często nie wie gdzie jest.
Może to kwestia wyobraźni widza. Tego, jak odbierze to, co widzi. Czy jego wyobraźnia
dopisze tę historię. Niby to minus filmów w kinach 5D. Może to jednak swoboda?
Wolność zostawiona widzowi, na jego własne zrozumienie, poznanie. Bycie w
nierealnym świecie, który pasuje do danej osoby. Odcięcie się od
rzeczywistości. Chwilowe.
Zgadzam się w 100%! Kino 5D to naprawdę niesamowita przygoda. Niby kilka minut a wrażenia pozostają na bardzo długo. Polecam każdemu kto jeszcze nie spróbował :)
OdpowiedzUsuńByłam w takim kinie kilka lat temu, przy okazji wycieczki do parku miniatur. W moim filmie jechałam wagonikiem po starej kopalni złota - połączenie kolejki górskiej i westernu było naprawdę genialne i przy kolejnej okazji też chętnie pójdę na film w 5D, nawet za pozornie nienajkorzystniejszą cenę ;)
OdpowiedzUsuńWrażenia pozostały na długo :)
Usuń"Znasz go? Byłeś? "
OdpowiedzUsuńNie byłem. Moze w ramach ciekawostki. Fuck it, przepraszam ale żadne 5D, 6D itd nie zastąpi dobrze opowiedzianej historii. Przede wszystkim scenariusz, tzw. story. Aktorzy i reżyser, który to wszystko ogarnie, nada SWÓJ kształt. Zachwycając się kolejnymi nowościami stricte technicznymi, zapominamy o istocie KINA. Thriller ma cię rzucić na kolana. Horror ma ci wyciągnąć wnętrzności. Komedia, najtrudniejszy z gaunków ma spowodować byś poczuła się lepiej. Jest tyle ciekawych tytułów. I nie piszę tu absolutnie o nowościach kinowych. Jeden w miarę ciekawy tytuł na miesiąc się znajdzie. Mówię o tych filmach, których nie znasz a trzymają cię za twarz do końca seansu. Lata 60-te, 70-te, 80-te. Kino niemieckie, hiszpańskie, azjatyckie. Jest z czego wybierać. Nooo. u to by było moje zdanie o takich nowinkach :) Pozdrawiam z Bydgoszczy :)
Wybierając się do kina 5D nastawiłam się na to, że efekty będą grały główną rolę. Tak było. Tak jak wspomniałam wcześniej - takie filmy są o wszystkim i o niczym. Brakuję w nich rozwiniętej, wciągającej fabuły. Osobiście też wolę produkcję, które mają swój scenariusz. Kino azjatyckie? Nie oglądałam nic z tego rodzaju, bądź widziałam i po prostu nie pamiętam. Polecasz jakiś tytuł? Chętnie sprawdzę :) ! Pozdrawiam z Białegostoku :)
UsuńNo tak, wakacje. Czyli Bydgoszcz od października :) Przejrzałem Twoje recenzję, jednak ciężko odnaleźć wspólny mianownik na jakiej podstawie wybierasz filmy :) Nie będę wklejać linków. Jeżeli chcesz, to znajdziesz :) W sekcji 'solenizanci' u mnie, proponuje post o Kim Jee Woonie.
UsuńNie mam schematu według którego wybieram filmy. Sugeruję się tytułami polecanymi przez znajomych, kinowymi repertuarami, filmami o których czytałam lub słyszałam, albo po prostu tym, na co mam aktualnie ochotę. Na pewno przeczytam ten post :)
UsuńBardzo mi się podoba tematyka Twojego bloga i sposób pisania. Duży plus za chwytliwe tytuły postów! :D
OdpowiedzUsuńZostaję stałą czytelniczką. :)
Dziękuję za miłe słowa, motywują do dalszego pisania! :))
Usuń