Po co zmieniać coś, do czego się
już przywykło? Komplikować swoje spokojne i uporządkowane życie. Wprowadzać
chaos. Zamęt, który w ostateczności może przynieść więcej korzyści niż strat.
Nie wszyscy rozumieją sens takich działań. Wiedział o nim główny bohater filmu
pt. "Lot nad kukułczym gniazdem" - Randle Patrick McMurphy.
Trafił on do szpitala
psychiatrycznego. Nie wiedział czego może się tam spodziewać. Miał złudne
wyobrażenia, że wariat jest szalony. Tak też zachowywał się przychodząc
pierwszy raz do szpitala. Śmiał się, hałasował, gadał bzdury. Szybko przekonał
się, że szaleni ludzi nie są tak "stuknięci", jak się ich definiuje.
Są spokojni. Często aż nazbyt. To zasługa dyscypliny, lekarstw i monotonii
spowodowanej tymi samymi zajęciami każdego dnia. Rutyny, której nikt nie chce
zmieniać. Jedynie McMurphy chciał by było inaczej. Próbował on wprowadzić
zmiany w harmonogramie zajęć. Namawiał innych pacjentów. Przekonywał. Próbował,
choć nie było to łatwe zadanie. Jednak nie zrezygnował po pierwszej odniesionej
porażce. Chciał coś zmienić, chciał, by Ci ludzie mieli szansę zrobić coś
innego niż dotychczas. Pragnął pokazać im inne możliwości spędzania wolnego
czasu.
Jednak oni byli oporni. Obawiali
się zmian. Nie chcieli ich. Pasowała im ta rutyna, porządek. Część z nich nie
była już aż tak chora, by przebywać w ośrodku. Zostawali tam z przyzwyczajenia.
Tam ich akceptowano. Mimo panującego rygoru wprowadzonego przez pielęgniarkę,
woleli podporządkować się jej poleceniom, niż postawić na swoim. Nie mieli odwagi,
by rozpocząć życie na własną rękę. Początkowo samotne życie. Ewentualnie z
niewielką liczbą sprzyjających im ludzi obok siebie. Oni czuli się wykluczeni
ze społeczeństwa. Przekreśleni. To właśnie przez to odczucie nawet nie
próbowali podjąć prób, ku wyjściu ze szpitala. Brakowało im tej wewnętrznej
siły, która pchnie ich w przód. Nie wierzyli, że poza murami ośrodka może być
dobrze. Już nie.
To główny bohater dążył do tego,
by "ocalić" te ludzkie życia. Niekiedy widział ich jako warzywa.
Bezwładne, z pokorą oczekujące na kolejną dawkę tabletek. Choć nie miał takiego
zamiaru, przywiązał się do innych pacjentów. Walczył nie tylko o swoją wolność,
ale o ich swobodę także. Szczególnie pokładał nadzieję w młodym chłopaku
imieniem Billy. Wiedział, że ma on jeszcze całe życie przed sobą. Może zdobyć
świat, znaleźć miłość, osiągnąć sukces. Oddzielała go od tego jedynie jedna bariera
- szpital. Ta przeszkoda stopowała jego drogę. Nie pozwalała zrobić kolejnego
kroku w drodze do lepszego życia. Takiego, jak mają wszyscy. Normalnego..
Jednak wyjście z budynku to nie tylko fizyczny ruch. To przekroczenie własnych
barier, pokonanie lęku, strachu. Postawienie się samemu sobie..

Film klasyk! Trzeba koniecznie obejrzeć :)
OdpowiedzUsuńTAK!
UsuńFilm klasyk! Trzeba koniecznie obejrzeć :)
OdpowiedzUsuń