Nie ten, to następny - ile razy już to słyszałaś? Nieważne, czy mama, przyjaciel, zwykły znajomy. Każdy używa podobnych określeń. Bylebyś nie myślała o nim. Nie przejmowała się, a najlepiej zapomniała... Wkurzająca troska, która jednak pomaga. W końcu przestajesz się zadręczać. Mija czas i zgodnie z przepowiedniami innych, pojawia się ktoś inny. Z pozoru lepszy. Ciekawszy. Przystojniejszy. Znów czujesz te motylki. Żywisz się powietrzem. Pragniesz spędzić każdą chwilę z ukochanym. Rozumiesz słuszność stwierdzenia: "miłość uskrzydla". Jesteś taka szczęśliwa. Widzisz wszystko przez swoje różowe okulary... aż bańka mydlana pęka. Zdrada? Kłamstwo? Niezgoda?
Odkrywasz prawdziwe "ja" ukochanej osoby. Mówisz bliskim i zaczyna się od nowa. Kolejne teksty typu "zasługujesz na kogoś lepszego". Tylko kogo? Wątpisz, że w końcu odnajdziesz swojego księcia na białym koniu. Przestajesz wierzyć w romantyczne historie. Już nie szukasz ideału. Chcesz tylko kogoś, kto wybawi Cię z tego cholernego uczucia smutku. Samotności skrzętnie ukrytej w czterech ścianach Twego mieszkania. Wymarzonej indywidualności zapijanej czerwonym winem w dźwiękach utworów "Myslovitz"... Wśród innych ludzi pomaga Ci zakładana maska. Twoja sztuczna, wiecznie uśmiechnięta twarz. Nikt nie potrafi zrozumieć, jak możesz być samotna wśród tylu przyjaciół. Nie wie, jak bardzo Ci źle. Zaczynasz szukać przyczyny Twych niepowodzeń. Tak, jak bohaterka filmu pt. "Facet (nie)potrzebny od zaraz" cofasz się do przeszłości. Przypominasz sobie dlaczego wszystkie związki kończyły się porażką. Jednak Ty obwiniasz siebie. Skupiasz się na swych wadach. Zapominasz o zaletach, które posiadasz. Analizujesz przeszłe relację, aż w końcu znajdujesz tę jedną. Tę jedną osobę, która nadal tkwi w zakamarkach Twej pamięci, by co jakiś czas przypomnieć o sobie. Wywołać nostalgię... Spowodować, że znów chcesz cofnąć się do tej historii. Przeżyć ją jeszcze raz, lecz ze zmienionym zakończeniem. Naprawić to, co nie wyszło. Po prostu z nim być. Uwierzyć, że teraz wszystko by się udało. Chcesz porozmawiać, spotkać się. Dowiedzieć, czy masz jeszcze szansę reaktywować tę znajomość. Znowu starać się o czyjeś względy. Jednak Ty się spóźniłaś. Te kilka chwil. Możesz odwiedzić, lecz to będzie już nieme spotkanie. Spojrzeć na bezuczuciowy napis. Dotknąć zimnego kamienia. Zapalić znicz...
Ile jeszcze będziesz się wahać, czy napisać do niego?
.png)
O kurde. Dobrze opisane. Coś w tym jest, co piszesz. I zabrzmi egoistycznie, ale czasem warto posłuchać swojego głosu serca, a nie przyjaciół. Ja tak zrobiłam- nie żałuję tej decyzji sprzed paru lat, bo teraz jestem bardzo szczęśliwa :)
OdpowiedzUsuńEgoizm, pomimo negatywnego wydźwięku, czasem jest niezbędny ;) Każdy sam powinien decydować o swoim życiu i walczyć o to, by było ono jak najlepsze. Cieszę się, że postąpiłaś tak, jak chciałaś i nie uległaś namowom innym. Tak trzymaj! :)
UsuńŚwietne przemyslenia. Staję się stałą czytelniczką Twojego bloga :)
OdpowiedzUsuńCieszę się :)
UsuńMiałam łzy w oczach za każdym razem, kiedy na ekranie pojawiał się "Łysy'. ;-;
OdpowiedzUsuńU mnie obeszło się bez łez, ale smutek był..
Usuń