czwartek, 25 września 2014

Nieuzbrojone oblicze wojny


Dorastanie w czasach wojny.., kiedy każdy dzień mógł być Twym ostatnim. Wtedy strach stanowił nieodłączną część codzienności. Był "rytuałem" w głowie trwającym od rana do wieczora, a nawet i w nocy. Teraz ciężko wyobrazić sobie, co tak naprawdę czuli tamtejsi ludzie. Niełatwo wczuć się w ich sytuację. Można próbować, lecz to nigdy nie będzie dokładne odwzorowanie. Pojawi się niepasująca rysa. Rysa ukształtowana przez wszystkie zmiany pojawiające się po wojnie. Etapie historii, o którym sporo się mówi. W szkole, w mediach, rozmowach ze starszymi ludźmi, którym udało się przeżyć ten trudny czas. Jednak zawsze uwaga poświęcona jest datom, faktom, wydarzeniom. Istotniejszy jest przebieg wojny, a nie uczestniczący w niej ludzie. Owszem określa się ich mianem bohaterów. Docenia się poświęcenie żołnierzy oraz znacznej części ludności cywilnej walczącej o swój wolny kraj. Tylko tyle. Nie mówi się zbyt wiele o ich emocjach, o tym jak psychicznie radzili sobie w czasie walk. Jakby to nie było tak istotne... Jest. Docenił to Jan Komasa w swym filmie pt. "Miasto 44".

Produkcja szczególna. Już na samym początku dowiadujemy się, że pieniądze na film gromadzone były przez dłuższy czas. Uzbieranie niezbędnej sumy nie było tak proste. Osoby grające dane postacie, to przeważnie młodzi ludzie. Wyłaniani w drodze castingów, a nawet facebookowych konkursów. Pamiętam, jak jakiś czas temu tablicę na fejsie opanowały prośby o lajkowanie zdjęć biorących udział we wspomnianym konkursie o niemałą stawkę - występ w produkcji filmowej. W sumie klikałam "like it", czemu nie skoro mogłam w ten sposób sprawić komuś radość. Oczywiście występowali też doświadczeni aktorzy i statyści. Dużo statystów. Nie wyobrażam sobie niektórych scen bez ich udziału.

Scen w szpitalu, na ulicy, przy wywózkach i w kanałach. Obrazu ludzi, którzy bali się. Mieli łzy w oczach. W ich źrenicach można było zauważyć nienawiść do wroga. Iskierkę nadziei na tak proste słowa: Związek Radziecki. Teraz te wyrazy kojarzą nam się negatywnie, jako złowrogie państwo. Wtedy były jedyną nadzieją, otuchą, wiarą w lepszą przyszłość. Wiarą w przeżycie. To, co najważniejsze. Jednak niekoniecznie dla młodych ludzi pełnych nienawiści. Pragnących zemsty. Niezmiernie odważnych osób marzących o wolności i swobodzie. Miłości. Uczuciu, któremu nie przeszkadza wojna. Ono się rozwija, a nawet jeszcze mocniej uwidacznia podczas niepewnej przyszłości. Miłości, która nie chce czekać bo ona też nie wie, co będzie jutro... Miłości, która nie zwleka. Pojawia się i chce trwać. Pragnie być siłą niezbędną do przetrwania najgorszego. Uczuciem dzięki któremu nie można się poddać. Właśnie ta emocja gra główną rolę w filmie. Zastosowanie efekty slow motion ukazują jej potęgę. Przewagę nad kulami armatnimi, wybuchami, strzałami. W całym filmie jest ich dosłownie kilka. Można wyliczyć je na palcach jednej dłoni. Tak mało.. lecz niewątpliwie wbijają się w pamięć. Osobiście, te sceny nie przypadły mi do gustu. Nie pasowały, bo były inne. Nowe. To dobry znak, że polskie kino otwiera się na nowe możliwości. Rozwija się!

Jednak w czasach wojny było także miejsce na spokojną miłość. Uczucie tkwiące w ukryciu. Wyczekujące odpowiedniego momentu na pokazanie swej potęgi. Bojące się odrzucenia. Miłość nie aż tak ekspresywną. Spokojną. Miłość, która przejawia się w zwykłych czynnościach, w dbaniu o ukochaną osobę, w byciu blisko niej. Niestety niedocenione uczucie..

W całym filmie najbardziej urzekła mnie jedna scena ukazująca młodego chłopaka wychodzącego z domu, by brać udział w powstaniu. Nie liczyły się tu czyny, lecz emocje. Próba bycia silnym. Pamiętam zapłakaną twarz małego chłopca, który bał się, że brat już nie wróci. Jego rozpacz przed stratą. Coś znacznie mocniejszego niż zwykły smutek. Nie tylko strach, lecz przerażenie. Niemożność pogodzenia się z jego wyjściem. Wyboru starszego dziecka nie mogła zaakceptować także matka. Bała się, ogromnie bała się, że straci ukochanego syna. Wpadała w furię na samą myśl o tym, że dziecko może zginąć. Kochała najpotężniejszym rodzajem miłości - miłością rodzicielską. Nieskończonym uczuciem, który potrafi poświęcić wszystko, by dziecko było bezpieczne. Bez wyjątku. Jednak, czy można w ogóle mówić o bezpieczeństwie w czasach wojny...

5 komentarzy:

  1. Świetnie czyta się twoje wpisy, ciekawy styl i ta interpunkcja, piszesz bardzo obrazowo, poetycko wręcz. I chociaż "Miasto 44", ujmując to najdelikatniej jak potrafię, nie przypadło mi do gustu, to szanuję twórców za odwagę, z jaką podeszli do realizacji filmu - mocno przerysowanego, wręcz komiksowego, ale jednak - w hołdzie powstańcom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. łał! Nie spodziewałam się takich słów :D dziękuję :) Fakt, nie zawsze film musi się podobać.. jednak dobrze, że nie krytykujesz wszystkiego, lecz znajdujesz coś, co warto docenić w tej produkcji. :)

      Usuń
  2. Cóż mogę powiedzieć, doskonała literacka podróż i świetnie podana oprawa tekstowa. Ta filmowa "inność" ma tu niebagatelne znaczenie i z całą pewnością nie jest "komiksowa", jest po prostu coś nowego, coś zupełnie innego, czego w polskim filmie nigdy wcześniej nie widzieliśmy... moje uznanie... świetnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy uważają tę filmową inność za nazbyt przerysowaną, nie wiedząc w jakim są błędzie. :) Dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
    2. Ta "inność" sprawiła, że dziś byłem na tym filmie po raz trzeci i niecierpliwe czekam na wersję reżyserską... bo to dopiero będzie dzieło... podobnie rzecz się ma z "Maleną" :)

      Usuń