niedziela, 23 listopada 2014

Camerimage 2014 - gdzie lepiej?


Mnóstwo projekcji a zaledwie jeden tydzień... — tak w wielkim skrócie można określić 22 Międzynarodowy Festiwal Filmowy Camerimage. Ludzie z całego świata zjeżdżają do Bydgoszczy na 7 dni (w tym roku to 15-22.11), by zobaczyć najlepsze produkcje filmowe. Przemierzają nawet tysiące kilometrów, by w końcu znaleźć się w Operze Nova, Multikinie, Miejskim Centrum Kultury i wszędzie tam, gdzie odbywają się imprezy związane z festiwalem. Ja mam zaledwie 8 minut tramwajem, by znaleźć się w samym sercu Camerimage - operze. Kolejny argument utwierdzający w przekonaniu, że przyjazd do tego miasta był dobrą decyzją. Jednak czy w pełni wykorzystałam ten wyjątkowy tydzień?

Trudno powiedzieć. Niestety udało mi się być jedynie na dwóch projekcjach. Przepełniony grafik nie pozwolił mi na jeszcze kolejne wyjścia. Tutaj wygraną przyznaję czasowi — zdobył kontrolę nade mną... Zbyt często ostatnio to robi. Jednak wracając do tematu festiwalu, miałam okazję sprawdzić film "Ruin", który brał udział w Konkursie Debiutów Operatorskich oraz kilka etiud studenckich walczących w Konkursie Etiud Studenckich. Film wyświetlany był w Multikinie, a etiudy — w Operze Nova. Nie ukrywam, że poniekąd specjalnie wybrałam akurat te seanse. Dzięki nim mogłam sprawdzić, jak festiwal wygląda w dwóch różnych miejscach. Budynkach na ogół reprezentujących dwie inne rodzaje sztuki: film i teatr muzyczny, lecz zjednoczonych w  czasie festiwalu Camerimage. 

Więcej wydarzeń działo się jednak w operze, gdzie mieściło się oficjalne biuro festiwalu. Tam rzeczywiście można było poczuć klimat potęgi tego wydarzenia. Niesamowite wrażenie sprawiało już samo wejście do budynku oświetlone jasnymi, białymi światłami. Zabrakło jedynie czerwonego dywanu, by wyobrazić sobie, jak wielkie gwiazdy szły po tym fragmencie chodnika. Wszędzie widniały wielkie banery, plakaty reklamujące wydarzenie. Samo słowo: CAMERIMAGE wywoływało niesamowite wrażenie. Wewnątrz budynku również nie można było zaznać rozczarowania. Przed wejściem na ogromną salę, w której wyświetlane były filmy, umiejscowione były stoiska poszczególnych mediów. Dominującym językiem był angielski. Zarówno w operze, jak i Multikinie, momentami odnosiłam wrażenie, że nie jestem w Polsce, lecz w zupełnie innym zagranicznym mieście. Trzeba dodać, że to był naprawdę dobry angielski.  Tak, że aż było mi wstyd odezwać się w tym języku, pomimo że od dłuższego czasu uczę się porozumiewać po angielsku. W głowie od razu rodziło się milion zdań, które mogłabym powiedzieć w razie jakiegoś zagranicznego pytania. Jednak nie musiałam wykorzystywać swoich pomysłów.

W Multikinie nie udało mi się poczuć klimatu Camerimage. Poszłam do kina na film. Po prostu. Nie było w tym nic nadzwyczajnego. Jedyną nowością był film, którego nie miałam okazji widzieć wcześniej. Dodatkową atrakcją po wyświetleniu produkcji była rozmowa z twórcami filmu. Można było zadać nurtujące pytania oraz dowiedzieć się więcej o danej projekcji. W Operze Nova byłam pierwszy raz. Zapewne także to przyczyniło się do tego, że inaczej odebrałam oglądane etiudy. Wiem, że w tym roku zobaczyłam zbyt mało... lecz na następną edycję festiwalu przygotuję się znacznie lepiej. Może wolontariat? Kto wie. Wszystko jeszcze przede mną. :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz