Mnóstwo projekcji a zaledwie
jeden tydzień... — tak w wielkim skrócie można określić 22 Międzynarodowy
Festiwal Filmowy Camerimage. Ludzie z całego świata zjeżdżają do Bydgoszczy na
7 dni (w tym roku to 15-22.11), by zobaczyć najlepsze produkcje filmowe. Przemierzają
nawet tysiące kilometrów, by w końcu znaleźć się w Operze Nova, Multikinie,
Miejskim Centrum Kultury i wszędzie tam, gdzie odbywają się imprezy związane z
festiwalem. Ja mam zaledwie 8 minut tramwajem, by znaleźć się w samym sercu
Camerimage - operze. Kolejny argument utwierdzający w przekonaniu, że przyjazd
do tego miasta był dobrą decyzją. Jednak czy w pełni wykorzystałam ten
wyjątkowy tydzień?
Trudno powiedzieć. Niestety udało
mi się być jedynie na dwóch projekcjach. Przepełniony grafik nie pozwolił mi na
jeszcze kolejne wyjścia. Tutaj wygraną przyznaję czasowi — zdobył kontrolę nade
mną... Zbyt często ostatnio to robi. Jednak wracając do tematu festiwalu,
miałam okazję sprawdzić film "Ruin", który brał udział w Konkursie
Debiutów Operatorskich oraz kilka etiud studenckich walczących w Konkursie
Etiud Studenckich. Film wyświetlany był w Multikinie, a etiudy — w Operze Nova.
Nie ukrywam, że poniekąd specjalnie wybrałam akurat te seanse. Dzięki nim
mogłam sprawdzić, jak festiwal wygląda w dwóch różnych miejscach. Budynkach na
ogół reprezentujących dwie inne rodzaje sztuki: film i teatr muzyczny, lecz
zjednoczonych w czasie festiwalu
Camerimage.
Więcej wydarzeń działo się jednak
w operze, gdzie mieściło się oficjalne biuro festiwalu. Tam rzeczywiście można
było poczuć klimat potęgi tego wydarzenia. Niesamowite wrażenie sprawiało już
samo wejście do budynku oświetlone jasnymi, białymi światłami. Zabrakło jedynie
czerwonego dywanu, by wyobrazić sobie, jak wielkie gwiazdy szły po tym
fragmencie chodnika. Wszędzie widniały wielkie banery, plakaty reklamujące
wydarzenie. Samo słowo: CAMERIMAGE wywoływało niesamowite wrażenie. Wewnątrz
budynku również nie można było zaznać rozczarowania. Przed wejściem na ogromną
salę, w której wyświetlane były filmy, umiejscowione były stoiska
poszczególnych mediów. Dominującym językiem był angielski. Zarówno w operze,
jak i Multikinie, momentami odnosiłam wrażenie, że nie jestem w Polsce, lecz w
zupełnie innym zagranicznym mieście. Trzeba dodać, że to był naprawdę dobry
angielski. Tak, że aż było mi wstyd odezwać
się w tym języku, pomimo że od dłuższego czasu uczę się porozumiewać po angielsku.
W głowie od razu rodziło się milion zdań, które mogłabym powiedzieć w razie
jakiegoś zagranicznego pytania. Jednak nie musiałam wykorzystywać swoich
pomysłów.
W Multikinie nie udało mi się
poczuć klimatu Camerimage. Poszłam do kina na film. Po prostu. Nie było w tym
nic nadzwyczajnego. Jedyną nowością był film, którego nie miałam okazji widzieć
wcześniej. Dodatkową atrakcją po wyświetleniu produkcji była rozmowa z twórcami
filmu. Można było zadać nurtujące pytania oraz dowiedzieć się więcej o danej
projekcji. W Operze Nova byłam pierwszy raz. Zapewne także to przyczyniło się
do tego, że inaczej odebrałam oglądane etiudy. Wiem, że w tym roku zobaczyłam
zbyt mało... lecz na następną edycję festiwalu przygotuję się znacznie lepiej.
Może wolontariat? Kto wie. Wszystko jeszcze przede mną. :)
.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz