Złe wiadomości zawsze smucą,
niekiedy prowokują zakotwiczone w oku łzy do wypłynięcia na powierzchnię.. Do
poznania zarysów twarzy po której będą ociekać zaznaczając swój teren.
Oczyszczając naszą duszę. Są widoczną oznaką tego, co boli nas wewnątrz, w
głębi serca. Niekiedy jednak zostaje sam ból. Niewyobrażalny. Jednym z
większych jest chyba strata dziecka. Tylko jak przekazać taką wiadomość matce,
która wciąż czeka na ukochanego syna? Zmierzyła się z tym główna bohaterka
etiudy pt. "Warszawianka".
Młoda sanitariuszka od początku
wiedziała, że nie będzie to łatwe spotkanie. Mogła nie pójść. Matka i tak
dowiedziałaby się o śmierci syna od kogoś innego. Jednak dziewczyna czuła, że
tak właśnie powinna zrobić. Musi sama osobiście przekazać tę informację.
Szanowała kobietę. Sama traktowała ją jak członka rodziny. W gruncie rzeczy
miały połączyć ich więzi.. lecz ukochany poświęcił swoje życie w czasie
Powstania Warszawskiego. Dla niej też nie była to łatwa sytuacja. Musiała być
dzielna. Zwalczyć w sobie całe cierpienie i nie pozwolić mu wyjść na zewnątrz.
Zatrzymać otwierającą się furtkę prze którą wydostałyby się emocje.
Nawet jeśli wyobrażała sobie
moment spotkania z matką chłopaka, to nie mogła przewidzieć jej reakcji.
Zapewne spodziewała się rozpaczliwego szlochu. Matka tak czekała.. Wciąż
wierzyła, że jej syn przyjdzie. Gotowała dla niego zupę. Chciała otoczyć go
opieką. Wspominała o nim w prawie każdym zdaniu. Zachowywała się tak, jakby nic
innego nie miało znaczenia. Tylko on... i nagle miała dowiedzieć się, że spotka
się z nim dopiero po drugiej stronie. W niebie. Nie weźmie go w ramiona. Nie
przytuli. Znowu będzie sam. Ona też. Jednak może właśnie tego spodziewała się,
gdy rozpoczął walkę w powstaniu? Zabrzmi to absurdalnie, ale może czekała na
informacje o śmierci dziecka... Wytłumaczyła sobie tę sytuację na swój sposób.
Przekazywanie członkom rodziny
informacji o śmierci kogoś bliskiego należy do jednych z najtrudniejszych
momentów. Jest świadomość, że trzeba o tym powiedzieć a zarazem towarzyszy temu
strach przed reakcją informowanych ludzi. Nie chce się ich zranić. Widok ich
cierpienia boli osobę, która musi im to powiedzieć. Szczególnie przemyślane
muszą być wypowiadane słowa. Delikatne. Odpowiednio dobrane. To właśnie te
słowa utkwią w pamięci danej rodziny na bardzo długo odbijając się echem
wewnątrz zubożałej części serca...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz